#33


„Want to want me”

             Po dość długich zmaganiach z wcale nie współpracującą walizką, udało mi się zejść na dół. Zmachana odstawiłam bagaż i weszłam do kuchni. Rodzice siedzieli i rozmawiali, jedząc śniadanie. Nie ociągając się, dołączyłam do nich. Nie minęło dużo czasu, kiedy Lucas wszedł z Alex oraz Jakem i w trójkę zaczęli wkładać nasze walizki do aut. Tak, niestety musieliśmy jechać dwoma pojazdami, ponieważ inaczej nie pomieścilibyśmy się w jednym. Postanowiliśmy, że rodzice zabiorą walizki, a my garnitury i sukienki. Kiedy w końcu wszystko wpakowali do aut, zajęliśmy swoje miejsca. Rodzice jechali jako pierwsi. Usadowiłam się na tylnym siedzeniu i grzecznie czekałam, aż reszta zgrai pójdzie w moje ślady. Po chwili do tyłu przysiadła się do mnie Alex, za kółkiem usiadł Lucas, a obok niego Jake.
            Nakupowałyśmy sobie z Alex mnóstwo gazet, żeby zbytnio nie nudzić się podczas podróży, natomiast chłopaki słuchali muzyki z radia i rozmawiali o samochodach. W pewnym momencie rzuciłam gazetę, wychyliłam się przez siedzenie i dałam głośniej. Leciała właśnie piosenka Starship – Nothing gonna stops usnow. Spojrzałam znacząco na moją przyjaciółkę i nie musiałam zbyt długo czekać na jej reakcję. Tak jak ja rzuciła magazyn i już po chwili kołysałyśmy się w rytm melodii. Luke, wiedząc, co się święci, uśmiechnął się do nas w lusterku. Kiedy tylko wokaliści zaczęli śpiewać, całą trójką się do nich dołączyliśmy. Jake patrzał na nas z uśmiechem, ale i tak był całkiem nieźle skołowany. Dopiero w połowie piosenki otrząsnął się i wyjął telefon po czym zaczął nas nagrywać. Auto wypełniały nasze krzyki, bo śpiewem nie można było tego nazwać. Po skończonej piosence, zaczęliśmy nucić kolejną i po niej następną. I tak w sumie zleciała nam praktycznie cała podróż.
            Kiedy tylko zajechaliśmy pod dom dziadków, wyskoczyłam z auta jak oparzona. Rodzice przyjechali chwilę przed nami, dlatego już wszyscy stali na podwórku i się witali. W ciągu sekundy dotarłam do rodziny i zaczęłam się przytulać i całować, w końcu tyle czasu ich nie widziałam. Już z dobry rok.
            - Katie, kochanie! Chodź no się przywitać z dziadkiem! – zawołał senior Carl zza moich pleców, kiedy akurat przytulałam się z kuzynką. Odwróciłam się do dziadka z promiennym uśmiechem i od razu wpadłam w jego ramiona. Nie ma to jak uścisk od dziadzia Carla.
            - No, zobacz jaka z ciebie piękna, młoda kobieta się zrobiła! A jeszcze niedawno latałaś z Andym po grządkach babci – powiedział rozmarzony.
            - A właśnie. Wspominając o nich… gdzie się oboje podziewają? – spytałam, rozglądając się wśród witającej się rodziny.
            - Zarówno babcia jak i Andy w swoim własnym raju. Ale ktoś już poszedł do ogrodu, więc lada chwila babcia powinna być. Za to zapewne będziesz musiała iść po Andrew, bo jak zniknie w garażu, tak czasami nie widać go przez cały dzień.
            Jak na potwierdzenie słów dziadka, zza domu wyszła rozradowana babcia rozkładając w naszą stronę ręce na powitanie. Jako pierwsza wpadłam w ramiona tej kochanej kobiety. Potem kolejno Lucas, rodzice, Alex i na koniec dopiero dziadkowie zwrócili uwagę na Jake’a. 
            - A co to za młodziak? Skąd ty się urwałeś, chłopcze? – spytał dziadek, uważnie mu się przyglądając.
            - Carl! Nie wiesz? No przecież ci mówiłam! To nowy chłopak naszej kochanej Katie – odpowiedziała babcia.
            - Babciu, przestań. On nie jest moim chłopakiem! – zaprzeczyłam.
            - Och, no tak, Amy coś mówiła, że niechętnie się do tego przyznaje – odpowiedziała babcia niby dziadkowi na ucho, ale tak, że wszyscy słyszeli. Wywróciłam zrezygnowana oczami.
            - Dobra, nieważne i tak wiecie swoje. Idę poszukać Andrew. On jedyny mi zawsze wierzy – powiedziałam i ruszyłam na tyły domu, gdzie znajdował się stary garaż dziadka. Po tym jak wybudowali nowy koło domu, Andy zrobił sobie z niego osobistą oazę spokoju.
            Uchyliłam powoli drzwi od garażu i po cichu, żeby nie robić za dużo hałasu, weszłam do środka. Omiotłam wzrokiem pomieszczenie, ale nigdzie nie dostrzegłam mojego kuzyna. Dopiero dźwięk dochodzący spod auta, uświadomił mi gdzie się znajduje. Zapukałam lekko w drzwi od garażu i odchrząknęłam, żeby zwrócić na siebie uwagę. Podziałało. Sekundę później spod samochodu wyłonił się Andy. Jak zwykle był cały umazany, ale ciężko się dziwić, to hobby do najczystszych nie należy. Kiedy tylko mnie dostrzegł, na jego ustach pojawił się gigantyczny uśmiech. Ledwie podniósł się z ziemi, a już miażdżył mnie swoim uściskiem.
            - Kate! Rany, ile ja cię nie widziałem! Świetnie kuzynka wyglądasz! – powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku.
            - Dzięki! Tylko czemu wszyscy mi to ciągle powtarzają? Praktycznie nic się nie zmieniłam – zasugerowałam.
            - Nie wiem, może dlatego wydajesz się inna, że tyle cię nie widziałem – odpowiedział. Po chwili dodał: - Zresztą nieważne. Jak fajnie, że przyjechałaś. Chodź muszę zobaczyć się z Lucasem i pokazać mu moją nową dziecinkę.
            Ruszyliśmy z powrotem w stronę domu. Weszliśmy do środka i aż mnie zatkało. Cały salon i inne pokoje były wypełnione ludźmi. Część z nich była dla mnie totalnie nieznana. Zapewne rodzina od strony pana młodego, Phila. Wśród tłumu wyszukałam moją kuzynkę. Stała z Lucasem i resztą. Podeszłam do nich i jak tylko znalazłam się w polu widzenia Amy to obie pisnęłyśmy i rzuciłyśmy się w sobie w ramiona.
            - O rany, zmieniłaś kolor włosów! Jest niesamowity! Jak się czujesz przed wielkim dniem? Zdenerwowana? Podekscytowana? Przerażona? – Słowa wypływały ze mnie jak z karabinu. Tak bardzo się za nią stęskniłam.
            - Kate, spokojnie, oddychaj. Tak, musiałam coś zmienić w wyglądzie i padło na blond. W końcu szczerze będziecie mogli mówić, że jestem jak typowa blondynka. Jak się czuję? Cóż, myślę, że wszystko to, co wymieniłaś, pasuje. Ale najbardziej to po prostu czuję się szczęśliwa. Cieszę się, że tyle rodziny się zjechało.  I że poślubię mężczyznę, którego kocham.
            Równocześnie z Alex westchnęłyśmy rozmarzone, a chłopaki przewrócili oczami. Pf, zero romantyzmu. Amy spojrzała kątem oka na Jake’a i posłała mi długie znaczące spojrzenie. Na jej nieszczęście je całkowicie zignorowałam.
            - Kate, chodź może na przymiarkę sukienki, co? Chciałabym cię w niej zobaczyć – zasugerowała. Westchnęłam cicho i ruszyłam za nią. Wiedziałam, że nie będzie żadnej przymiarki, to był tylko pretekst. Jak tylko weszłyśmy do jej pokoju, zamknęła drzwi i oparła się o nie. Wtedy na jej twarzy zagościł zadziorny uśmieszek i zaczęła zabawnie poruszać brwiami.
            - No więc? Jesteście już razem? – spytała.
            - Nie i nie przewiduję, żebyśmy mieli być, Amy. To mój przyjaciel jak Tayler czy Alex.
            - Jeszcze zobaczymy. Może za kilka lat to ja przyjadę na wasz ślub – zachichotała. Naprawdę nie miałam siły się z nią spierać, więc nic już nie odpowiedziałam. Siedziałyśmy chwilę w ciszy, dopóki Amy się nie odezwała.
            - Chciałabym, żeby Max tu dzisiaj był. Na pewno zgadałby się z Andym i oboje daliby popalić Philowi.
            - Tak, pamiętam mojego pierwszego chłopaka, którego przyprowadziłam do domu. Wiedziałam, że będzie piekło, ale myślałam, że to tata mi je urządzi. Nie było go w domu, więc Max wziął sobie za punkt honoru, żeby sprawdzić czy wybrałam właściwego kandydata. Ale go wtedy wystraszył! Biedny Sam już nigdy więcej się do mnie nie odezwał – powiedziałam z udawanym smutkiem.
            - Tak, pamiętam jak mi to opowiadałaś! Jakie on mu pytania zadawał! W życiu bym się tego nie spodziewała! – śmiała się Amy.
            Po tych słowach chwilę jeszcze siedziałyśmy z uśmiechami, ale szybko zastąpił je grymas.
            - Dużo o nim myślisz? – spytała bardzo cicho Amy. Jakby się bała, że ktoś jeszcze może nas usłyszeć.
            - Każdego dnia. Zastanawiam się, w jakim zawodzie by pracował, czy miałby już stałą dziewczynę, a może byłby już zaręczony albo po ślubie. Jakby wyglądały jego dzieci i czy zostałabym matką chrzestną. Czy żyłby w Ameryce czy przeprowadziłby się, tak jak zawsze chciał, do Europy. Codziennie zadaję sobie wciąż te same pytania i wiem, że nie mogę szczerze na nie odpowiedzieć. Jedyne, co mogę, to sobie to wyobrażać. Ale to za mało. Chciałabym wiedzieć – widziałam kątem oka, że Amy wyciera łzy z policzków. Tym razem się nie popłakałam, a to naprawdę zadziwiające. Za każdym razem, kiedy o nim opowiadałam, musiałam się złamać. Czyżbym w końcu przechodziła w fazę akceptacji? Czyżbym już miała wszystkie stadia żałoby za sobą? Miałam taką nadzieję.
            Przytuliłam ją, a ona rozszlochała się w moich ramionach już na dobre. Głaskałam ją po głowie i lekko kołysałam, aby się uspokoiła, jednocześnie patrzyłam tępo przed siebie, nie wydobywając żadnego dźwięku. Czułam się jak w jakimś transie. Żadne dźwięki do mnie nie dochodziły. Cały czas patrzyłam pustym wzrokiem w jeden punkt. Ocknęłam się dopiero wtedy, kiedy Amy odsunęła się ode mnie i zaczęła opuszkami palców zmywać sobie tusz spod oczu. Uśmiechnęłam się leciutko do niej.
            - Jak ty to robisz? – spytała. W odpowiedzi podniosłam prawą brew do góry.
            - Jak to możliwe, że jesteś taka spokojna? Nie załamujesz się tak jak ja w tym momencie?
            - Po prostu ja już to mam za sobą. Jako tako pogodziłam się z jego śmiercią. Ale wierz mi, nie było ze mną dobrze. Byłam naprawdę nieznośna, ale o tym kiedy indziej. Teraz chcę zobaczyć twoją suknię, kochana.
                                                                   ***             
            Siedziałem u obcych ludzi, a czułem się jakbym się tu wychowywał. Wszyscy byli niesamowicie podekscytowani ślubem i mi zdecydowanie ten nastrój się udzielał. Żartowałem, śmiałem się i opowiadałem historie o sobie. Wszystko było w porządku do czasu, aż dorwała mnie babcia Katie i Lucasa.
            - Kochanieńki, chodź pomożesz mi w takiej jednej małej sprawie.
            Jak na gentlemana i lizusa przystało, poszedłem bez zbędnego marudzenia. Pani babcia zaprowadziła mnie do kuchni i wręczyła talerz z ciastem. Skołowany, patrzyłem jak jeszcze dokłada na talerz jakieś ciasteczka.
            - No, myślę, że tyle im starczy. Dobrze, a teraz idź na górę i zanieś dziewczynkom. Trzecie drzwi na lewo – powiedziała i udała się w stronę z której przyszliśmy. Zanim jeszcze zniknęła za drzwiami, dodała: - Ale pamiętaj, żeby zapukać. Dziewczyny przymierzają sukienki i jedna z nich na pewno nie byłaby zadowolona, gdybyś zobaczył ją półnagą.
            Puściła mi oczko i wyszła. Jedna z nich? A druga to co, przepraszam bardzo? Byłaby szczęśliwa? Potrząsnąłem głową i wyszedłem. Udałem się w stronę schodów i jak pani babcia mnie poinstruowała, tak zrobiłem. Podszedłem do trzecich drzwi po lewej stronie i delikatnie dwa razy zapukałem. Zaczekałem, aż po drugiej stronie ktoś się odezwał. Otworzyłem wolno drzwi i moim oczom ukazała się duża, jasna sypialnia. Naprzeciwko drzwi znajdowało się dwuosobowe łóżko, a na nim siedziała Amy. Spojrzała na mnie i od razu na jej twarzy pojawił się uśmiech.
            - Czyżby babcia cię przysłała? – zagadnęła.
            - A jak. Nie mam pojęcia, czemu akurat mnie wysłała, ale wolę się z panią babcią nie kłócić i już pierwszego dnia nie podpadać – zaśmiałem się.
            - No tak, racja. I jak ci się u nas podoba? – spytała, biorąc sobie z talerza kawałek ciasta.
            - Póki co lepiej niż na własnych zgrupowaniach rodzinnych, więc jest całkiem dobrze – podsumowałem. Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej dźwięk otwieranych drzwi.
            Odwróciłem głowę w tamtą stronę i zamarłem. Wpatrywałem się w osobę przed sobą i nie mogłem zebrać myśli. Ba! Nie wiem w którym momencie wstrzymałem oddech, ale kiedy tylko zaczęło mi brakować powietrza, ze świstem je  wypuściłem. Powędrowałem wzrokiem od dołu, aż dotarłem do jej oczu. Przyglądała mi się z zaciekawieniem, ale oprócz tego dostrzegałem w jej oczach iskierki radości. Nie mogłem odwrócić od niej wzroku. Stała w tej pięknej sukni ślubnej, a ja nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Słyszałem gdzieś w oddali odchrząkiwanie Amy, ale byłem tak pochłonięty Katie, że nie przeszkadzała mi obecność jej kuzynki. W końcu Katie złapała za sukienkę i przeniosła wzrok na blondynkę.
            - I jak wyglądam? – spytała.
            - Myślę, że reakcja Jake’a jest wystarczającą odpowiedzią – zasugerowała ze śmiechem. Po tych słowach otrząsnąłem się i spojrzałem na nią zdziwiony.
            - Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Przyniosłem wam tylko ciasteczka. I ciasto. Wiecie, jaka wasza babcia jest – powiedziałem, odstawiając talerz ze smakołykami i nie wiedząc, co zrobić z rękami, zacząłem mierzwić sobie włosy.
            - No także ten ja zejdę lepiej na dół i pomogę z walizkami – zakończyłem i biegiem stamtąd wyszedłem.
***
            - Widziałaś, jak szybko się zmył? – śmiałam się z Amy.
            - A widziałaś, jak nie wiedział co zrobić z rękoma i zaczął bawić się swoimi włosami z zażenowania? – dodała blondynka.
            - Taak, naprawdę go zamurowało, a to nieczęsty widok w jego przypadku – podsumowałam.
            - Wiedziałam, że coś do ciebie czuje. Po prostu wiedziałam!
            - To o niczym nie świadczy. Przestań się tak szczerzyć! Wiesz, że mam rację – powiedziałam zirytowana.
            - Nie, wiem, że ja ją mam. Jeszcze zobaczysz – powiedziała pewnym głosem. I dodała:  - A teraz ściągaj moją sukienkę!
***
            Następnego dnia po południu, dopiero zaczęła się zabawa. Wszyscy biegali i szukali swoich ciuchów, kąpali się, szykowali, kobiety malowały, czesały. Prawdziwe szaleństwo, dlatego nasza czwórka i Andy schowaliśmy się u niego w garażu, żeby jako tako to przeczekać i szykować się jako ostatni. Wczoraj siedzieliśmy do późna razem z przyszłymi nowożeńcami i rodziną pana młodego. W sumie cała młodzież zebrała się w jednym pomieszczeniu i do późna w nocy rozmawialiśmy i wygłupialiśmy się. Poszliśmy spać jakoś grubo po drugiej. Nie mam pojęcia, jak dzisiaj damy radę wytrzymać całą noc się bawiąc, ale wiem, że do prostych zadań to nie będzie należało.
            Niestety, ja musiałam szybciej wyjść z garażu, żeby się wyszykować. Byłam druhną Amy i dlatego powinnam jej ze wszystkim pomóc. Wzięłam swoją sukienkę i poszłam do łazienki. Zabrałam długi prysznic, potem zaczęłam się malować, a w między czasie włączyłam lokówkę, żeby się już nagrzała. Potem poprosiłam Alex, żeby mi nakręciła włosy. Po około godzinie byłam gotowa. Założyłam moją kreację  druhny. Była to prosta, bez ramiączek, koloru żółtego sukienka. Delikatna, nie jakaś ekstrawagancka. Prosta i skromna.  To panna młoda ma przykuwać uwagę, a nie którakolwiek z druhen. Alex omiotła mnie wzrokiem i z uznaniem kiwnęła głową.
            Kiedy się wyszykowałam, przyjechała po mnie najlepsza przyjaciółka Amy z liceum, Caroline. Razem pojechałyśmy do mojej zestresowanej kuzynki. Kiedy dotarłyśmy, dwie pozostałe dziewczyny już tam były i malowały panną młodą. Jak tylko mnie zobaczyła, rozpromieniła się i od razu przytuliła.
            - Ale ślicznie wyglądasz! Jake nie będzie mógł odwrócić od ciebie wzroku, zupełnie jak wczoraj, zobaczysz – powiedziała podekscytowana.
            - Daj spokój. Dzisiaj wszyscy będą patrzeli na ciebie. Zróbmy z ciebie bóstwo, kochana.
            Przez następne kilka godzin, dopinałyśmy wszystko na ostatni guzik. Ja z Car chodziłyśmy po sali i dyrygowałyśmy. Kwiaty tu, ciasta tam. Miałyśmy przy tym niezły ubaw. Ale stres był, a jaki dopiero musiała mieć Amy. Kiedy dochodziła godzina ślubu, weszłyśmy z powrotem na górę i zobaczyłam wyszykowaną blondynkę. Wyglądała zza zasłony na wejście i oglądała wchodzących gości. Widać było po niej, że bardzo się denerwuje. Kiedy odwróciła się w moją stronę uśmiechnęłam się do niej ciepło.
            - Amy, wyglądasz prześlicznie.
            - Tak? Myślisz, że Philowi się spodoba? – spytała, strzelając palcami z nerwów.
            - Tak. Przestań tak robić, wszystko będzie dobrze, nie martw się – próbowałam ją uspokoić. Kiwnęła głową w odpowiedzi i zaczęła potrząsać rękami. Po kilku minutach przyszedł jej tata.

            - Amy, kochanie już czas

__________________________________________________
Nie bijcie! Błagam :(
W końcu jest, kolejny będzie o wiele szybciej.
Wiem, że nie wnosi zbyt wiele do fabuły ale jakbym miała dodać cały to czytalibyście trzynaście stron, więc myślę, że tak będzie lepiej. Więc....? Jak wrażenia i odczucia po przeczytaniu nowego rozdziału? 
© grabarz from WS | XX.