#1


„Everything has changed”

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca delikatnie muskające moją twarz. Byłaby to wspaniała pobudka, gdybym zaliczała się do rannych ptaszków. Uchyliłam odrobinę powieki, ale od razu je zamknęłam. Dopiero za drugim podejściem mogłam je otworzyć i przyjrzeć się mojemu pokojowi.
Ogólnie był on dość duży. Wchodząc do niego, pierwszym co rzucało się w oczy, było umieszczone z lewej strony podwójne, białe, metalowe łóżko, z dużą ilością poduszek. Po jego prawej stronie znajdowały się drzwi do łazienki, a na przeciwko kolejne, prowadzące do garderoby. Obok tych drzwi stało biurko. Na środku równoległej do wejścia ściany, znajdowały się duże, szklane drzwi, prowadzące na balkon. Wstałam i z rozmachem je otworzyłam. Opierając się o barierkę, spojrzałam po raz kolejny na mój pokój. Oprócz mnóstwa ubrań walających się na podłodze i ramie łóżka, można było zobaczyć bardzo ważny element pokoju. Nad łóżkiem była powieszona ogromna fototapeta tancerki. Wydawać by się mogło, że ukazana osoba frunie. W rzeczywistości fotografowi udało się uchwycić świetny moment z układu tanecznego. W momencie robienia zdjęcia, dziewczyna wykonywała tzw. grand jete, czyli skok szpagatowy. Była to jedna z niewielu póz z baletu, jakie wkomponowaliśmy w nasz układ. Zdjęcie zostało zrobione podczas jednego z pokazów, na imprezie rozpoczynającej wakacje. Scena została położona tak, że z tyłu, za tancerzami, było widać zachód słońca. Moja przyjaciółka, Alex, potrafiła wyczuć moment. Podczas tego pokazu zrobiła wiele niesamowitych zdjęć, nie tylko moich, ale również całej ekipy, jednak to było najlepsze. Zawsze patrzyłam na tę fotografię z uwielbieniem. Przypominała mi, jak bardzo kochałam taniec. 
Potrząsnęłam głową, żeby uwolnić się od nieprzyjemnych myśli i odwróciłam się w kierunku plaży oraz wschodzącego słońca. Moje myśli powędrowały w stronę kończących się wakacji. Był ostatni dzień wolności, dlatego trzeba dzisiaj zaszaleć. Póki co postanowiłam, że pójdę pobiegać. Ubrałam się w dres i zeszłam na dół. Przy stole siedział już mój brat bliźniak, Lucas.
 Nie jesteśmy wcale do siebie podobni, ale też nie totalnie różni. Ja mam brązowe włosy, on natomiast ciemne blond.  Moje oczy są koloru brązowego, prawie czarnego, a jego szare. On jest wysoki, a ja w porównaniu z nim niska. Co do upodobań i charakteru: oboje lubimy się dobrze zabawić, tylko różnica jest taka, że Lucas zna umiar. Jego pasja to gra w koszykówkę. Ma naprawdę wielki talent. Dlatego jest kapitanem drużyny w naszej szkole. Lucas jest typem chłopaka idealnego. Miły, zabawny, troskliwy, przystojny i do tego gwiazda koszykówki. Ale na nieszczęście wszystkich dziewczyn w szkole jego serce jest już zajęte.
- Kate? – spytał z niedowierzaniem.
- Co jest?- odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
- Co ty robisz na nogach o tak wczesnej porze?- spytał, bacznie mi się przyglądając.
- To już nie mogę wcześnie wstać?- odparłam poirytowana.
- Nie, no możesz, tylko to po prostu dziwne widzieć cię o godzinie siódmej rano na nogach-powiedział nadal zdziwiony.
- Gdzie rodzice? – spytałam, ignorując jego odpowiedź.
- Pojechali już do pracy. Chcesz kanapkę?- zaproponował, podsuwając mi talerz.
- Nie, dzięki. Idę pobiegać.
Od kiedy pamiętam, rodzice dużo pracowali, pozostawiając nam wolną rękę, ale od kilku miesięcy zaczęli spędzać tam dużo więcej czasu, aby jak najkrócej przebywać w domu. Mama nawet brała dodatkowe godziny w szpitalu. Tata rzadko kiedy śpi w domu. Wydaje mi się, że rodzice są w separacji. Mam tylko nadzieję, że cokolwiek się między nimi dzieje, jest chwilowe. No bo kto chciałby być częścią rozbitej rodziny?
Przebiegłam niezły kawałek plaży. Kiedy byłam niesamowicie zmęczona postanowiłam, że trochę odpocznę. Gdy patrzyłam przed siebie, w zasięgu mojego wzroku pojawiła się para. Byli to ludzie sędziwego wieku z ogromnym bagażem doświadczeń. Szli, trzymając się za ręce, nucąc tę samą piosenkę. Patrząc na nich, zrobiło mi się ciepło na sercu. Oglądając starsze pary, powraca wiara w prawdziwą i wieczną miłość. Chciałabym znaleźć osobę, z którą przeżyję wszystkie niepowodzenia, z którą będę mogła się śmiać, płakać czy nucić piosenkę. Starsza pani, widząc, że się im przypatruję, ciepło się uśmiechnęła. Spuściłam na chwilę wzrok, po czym odwzajemniłam uśmiech. Para poszła dalej, a ja truchtem pobiegłam w stronę domu.
 Gdy wróciłam, wzięłam długi prysznic i poszłam zacząć robić obiad. Miałam ochotę na bitki. Przygotowanie mięsa zajęło mi trochę czasu i nim się obejrzałam, była godzina dwunasta. Obrałam ziemniaki i poszłam do swojego pokoju. Wieczorem planowałam pójść do klubu. Zostało jeszcze dużo czasu, więc z braku zajęć postanowiłam poczytać książkę. Padło na „Millennium” Stiega Larssona. Przeczytałam kilka rozdziałów i poszłam zjeść obiad. Po zostawionym w zlewie talerzu domyśliłam się, że Lucas zdążył już skończyć. Zjadłam swoją porcję i umyłam naczynia. Poszłam do salonu, żeby pooglądać telewizję. Włączyłam HBO. Po obejrzeniu filmu, zaczęłam przygotowywać się na wyjście do klubu. Wzięłam długi, relaksujący prysznic. Wysuszyłam włosy i zrobiłam loki. Pomalowałam rzęsy, a na usta nałożyłam błyszczyk. Założyłam jasne obcisłe rurki i luźną bluzkę. Wyjęłam z szafy małą torebkę i byłam gotowa. Wzięłam kluczyki od mojego kochanego Volkswagena New Beetle. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. W tłumie zobaczyłam Lucasa, Alex i Taylera. Nie miałam dzisiaj ochoty na ich towarzystwo, dlatego od razu skierowałam się do baru.
- Cześć, Ian. Mocnego drinka, poproszę- powiedziałam, uśmiechając się niewinnie.
- Dla ciebie wszystko, kuzyneczko- powiedział, puszczając mi oczko.
Spojrzałam na tłum ludzi bawiących się w klubie. Widziałam twarze znajomych ze szkoły, ale nigdzie nie mogłam dojrzeć mojego chłopaka. W pewnej chwili ktoś usiadł koło mnie przy barze. Obserwowałam tę osobę kątem oka.
- Nie przywitasz się ze mną, mała?- usłyszałam tuż przy uchu.
- Cześć- powiedziałam lekko poirytowana.
- A gdzie buziak?- spytał niezrażony tonem mojego głosu i postawy.
- A zasłużyłeś?- obróciłam głowę w stronę natręta.
Był to brunet o niebieskich oczach. Lekki zarost dodawał mu drapieżności. W tej chwil na jego twarzy gościł zadziorny uśmieszek.
- Co tym razem zrobiłem?- powiedział, delikatnie całując moją szczękę.
- Nie dzwoniłeś przez cały weekend.- Starałam się być poważna, ale zaczął z pocałunkami schodzić niżej, na moją szyję. Doskonale wiedział, że to jest mój czuły punkt.
- Przepraszam. Byłem zajęty. Wiesz jak to jest, mała- powiedział między pocałunkami. Zaśmiałam się. Po chwili oprzytomniałam i odsunęłam się.
- Przestań. Próbuję być na ciebie zła.- Spojrzałam w jego niebieskie oczy.- Martwiłam się.
- Przepraszam- Czy ja dobrze słyszę? Czy on mnie właśnie przeprosił? Przez chwilę odebrało mi mowę. Jeszcze nigdy mnie nie przepraszał. Myślałam, ba!, byłam pewna, że nie zna słowa "przepraszam". A tu proszę, taka miła niespodzianka.
- Co? Coś nie tak? –spytał lekko zmieszany.
- Przeprosiłeś mnie - powiedziałam zdziwiona.
- Dobra. Zadowolona? - Kiedy kiwnęłam głową, zawołał barmana. Wypiliśmy po kilka drinków i udaliśmy się na parkiet.
Od razu wpadłam w wir zabawy. Nie mam pojęcia, ile tańczyliśmy, ale nieźle się zmęczyłam. Szłam, żeby zamówić kolejnego z kolei drinka, ale drogę zagrodził mi mój wspaniały braciszek Luc.
- Jedziemy do domu Kate. Zbieraj się - powiedział stanowczo, nie patrząc na mnie.
- Ja się nigdzie nie wybieram. Świetnie się bawię. Wrócę później - odpowiedziałam i ruszyłam w stronę baru. Przeciskałam się między wirującymi ciałami. Myślałam, że brat sobie odpuścił. Niestety, pomyłka.
- Nie ma mowy. Jedziesz z nami Kate – powiedział, łapiąc mnie za przedramię. Za kogo on się uważa?!
- Nie jesteś moim ojcem. I jak już powiedziałam, zostaję!- Usiadłam i przywołałam Iana gestem, żeby mi podał drinka. Nie minęło dziesięć sekund, a stała przede mną szklanka z alkoholem.
- Nie zostawię cię samej, żebyś znowu się zalała i nie wróciła na noc do domu - Mówiąc to, wyrwał mi w połowie już opróżnionego drinka.
- Hej! Co robisz?!
- Lucas. Zostaw. Odwiozę ją za jakąś godzinkę -powiedział zrezygnowanym głosem Ian.
Spojrzał na mnie ze złością i pokiwał lekko głową. Tak! Katherine Elizabeth Parker zawsze wygrywa. Pomachałam mu na pożegnanie i dopiłam drinka.
- Proszę nie szalej dzisiaj -powiedział Ian, zabierając mi pustą już szklankę.
- Jest ostatni dzień wakacji, chcę się zabawić - powiedziałam markotnie.
- Rozumiem. I zdaję sobie sprawę, przez co przechodzisz, ale to nie jest powód, żeby się upijać, ok? A co do twojego brata musisz zrozumieć, że on się o ciebie troszczy, więc proszę cię, nie przeginaj dzisiaj z alkoholem, dobra?
- Dobrze, tatusiu -zaśmiałam się, a ten tylko pokręcił z politowaniem głową i odszedł obsłużyć innych klientów. A ja poszłam na parkiet się bawić.
***
Gdzie ona jest? Dochodzi druga w nocy, a jej dalej nie ma. Ian miał ją przywieźć najpóźniej po dwunastej. Jestem ciekawy, jak ona wstanie do szkoły. Dobrze, że rodziców nie ma, bo miałaby przechlapane. Moje rozmyślania przerwał dzwonek. W drzwiach zobaczyłem Iana z Kate na rękach.
- Miałeś jej pilnować - powiedziałem, biorąc ją na ręce. Jezu, ale od niej śmierdzi.
- Zostawiłem ją tylko na pół godziny -tłumaczył się.
- O pół godziny za dużo - powiedziałem ze złością, idąc w stronę pokoju Kate.
Zdjąłem jej buty i położyłem do łóżka. Gdy tylko zszedłem na dół, zacząłem przepraszać Iana, że się na nim wyżyłem. Chciał pomóc, a że Kate ciężko przypilnować to już inna sprawa. Do tego był w pracy.
- Spoko. Wiem, że jest wam ciężko, a szczególnie Kate. Ale jest twarda, wiesz? Da sobie radę. – Pokiwałem tylko głową i poszedłem odprowadzić go do drzwi.
              To będzie ciężki dzień.

© grabarz from WS | XX.